Obserwatorzy

wtorek, 4 października 2016

Blogger’s Quilt Festival :: Winners

Bardzo się cieszę :) 

Mój quilt "Śladami podróży - Indonezja" zgłoszony w ramach tegorocznej
edycji Bloggers Quilt Festival , zorganizowanej przez Amy Ellis 
w kategorii : art.quilt - wygrał, zdobywając I miejsce największą ilością
głosów (284).
 
Kiboko is the winner in The Art Quilt Category her quilt has won a pattern bundle from The Sewing Loft!

Quilt zgłosiłam późno, bo zaledwie 4 dni przed końcem głosowania, więc
tym bardziej cieszę się, że został tak pozytywnie oceniony.

Chciałabym podziękować Amy za zorganizowanie Festival, za tyle
kategorii gdzie każdy quilt mógł zaleźć swoje miejsce i sponsorom nagród.

Wyjątkowo zaś serdecznie chciałabym podziękować wszystkim, którzy oddali
na mnie swój głos - DZIĘKUJĘ  :)
 
 I'm so very happy, that
my quilt "Śladami podróży - Indonezja" ("Indonesia - Footsteps of a journey")
that I put up for this year's edition of Bloggers Quilt Festival by Amy Ellis
in the category "art.quilt" - actually won 1st place by highest votes count(284).

Kiboko is the winner in The Art Quilt Category her quilt has won a pattern bundle from The Sewing Loft!

I've put up this patchwork late, only three days before closing, so all the 
more I'm so happy for the positive reception.
I'd like to thank Amy for organizing the Festival, for all the variety of 
categories so that each quilt could find it's own, and also to sponsors.  
Especially warmly I'd like to thank you all who voted for me -- Thank you. 




 

poniedziałek, 26 września 2016

Bloggers Quilt Festival


 Zgłosiłam patchwork "Śladami podróży - Indonezja" na Bloggers Quilt Festival w kategorii

art. quilt. Thank you Amy Ellis :)

  Wymiary quiltu : 140cm x 90 cm

 





Niech się dzieje :)

 

niedziela, 25 września 2016

Quilting na glinie

Okres wakacyjny w zasadzie już się skończył, dłuższe wyjazdy też, ale ostatnie promienie słońca wielu z nas wyciąga z domu, na krótkie wypady za miasto. Szukałam cichego, zagubionego w Borach Tucholskich miejsca na weekend. Tak, żeby spędzić go z dala od miasta, z książką i z dala od internetu. Udało się !!! Znalazłam miejsce gdzie oprócz ciszy, była możliwość zrealizowania, niezrealizowanego marzenia od dziecka  - nauki garncarstwa na prawdziwym kole garncarskim :).  Jest takie miejsce, które ma długą tradycję garncarską przechodzącą z pokolenia na pokolenie - dziadek, ojciec a teraz syn. Miejsce bardzo klimatyczne, piękny dom, wielki ogród z altaną i suszarką do grzybów. Cały parter domu zajmuje pracownia z dwoma elektrycznymi piecami do wypalania i jednym olbrzymim wielkości małego pokoju , gdzie drzwi zamyka się cegłą szamotową i zamurowuje gliną na czas wypalania. W ten sposób można osiągnąć temperaturę 800 stopni.
Tak się skończyło, a jak się zaczęło - zapraszam do poczytania i pooglądania






Przesympatyczny gospodarz prowadzi warsztaty z garncarstwa na miejscu i w terenie. Miałam szczęście, tego dnia nie było grupowych warsztatów i Pan mógł poświęcił mi sporo czasu i w bardzo sympatycznej atmosferze mogłam spróbować na czym to polega. Stojąc z boku i patrząc na sprawne ruchy rąk mistrza, wydawało mi się to bardzo proste - do czasu, aż sama nie siadłam za kołem. A... i wiecie co, praca na kole trochę przypominała maszynę do szycia, bo koło napędzane było elektrycznym pedałem :)
Zabezpieczona fartuchem miętosiłam najpierw glinę, pilnowałam żeby cały czas była odpowiednia zwilżana wodą, odpowiednio zagiętymi palcami formowałam bezkształtną kulę gliny.  Powoli ta bezkształtna masa zaczynała przekształcać się w coś co przypominało walec , potem walec z dziurą w środku, potem na górze formowała się wąska szyjka. Zabawa przednia, emocji co niemiara a potem dumna, postawiłam swoje dzieło na półce z innymi garnkami aby przeschło, nim będę mogła następnego dnia je zabrać do domu. Nie było możliwości wypalania bo suszyć się musi ok. 2 tygodni. Wysuszy się już u mnie w domu. Zrobiłam wazon i koszyczek.
A tu kilka zdjęć pracy i pracowni :)











Zabrałam maluchy mokre do domu a jeden wielki, wypalony kupiłam. Stały dwa dni i schły po czym pomyślałam sobie - tyle wzorów pikowałam na tkaninach szyjąc quilty czemu by nie spróbować na glinie? - i tak, ostrym szpikulcem którym przytrzymuję np. narożniki szyjąc patchworkowe bloki, zabrałam się za pikowanie wzorów w glinie na moim wazonie. Wyszło tak:




Bardzo dziękuję za wspaniałe komentarze pod ostatnim postem, było co czytać, z czego się bardzo cieszyć i mogę powiedzieć , że następny do serii jest w trakcie szycia.
Wszystkich serdecznie pozdrawiam, możemy się jeszcze cieszyć ostatnimi pewnie w tym roku pięknymi dniami :)
Do usłyszenia :)

środa, 31 sierpnia 2016

Śladami podróży - Indonezja

Przedstawiam pierwszy quilt z serii: "Śladami podróży" - Indonezja
Zwiedzając Indonezję, na jednej z wysp zobaczyłam w galerii namalowany obraz. Były na nim maski i zafascynowana tym obrazem postanowiłam nie tylko uszyć quilt z maskami indonezyjskimi, ale właśnie  wtedy powstał pomysł uszycia serii quiltów.  Wymyśliłam sobie, że uwiecznię część podróży na quiltach, na których znajdą się charakterystyczne dla danego państwa czy regionu  maski. W zależności od państwa są to maski obrzędów plemiennych, maski związane z wierzeniami,  z tańcami regionalnymi lub maski rytualne.
Żeby być bliżej tamtych klimatów wybrałam przywiezione tkaniny - batiki. 
Pictorial quilt powstawał małymi kawałkami, maska po masce cierpliwie tworzona na pergaminie, na narysowanych wcześniej konturach. W ten sposób powstawały kolejne maski i " przyległości". Zrobiłam 21 większych i mniejszych masek w sumie z około 300 aplikacji z 51 batików. Czasami nie miałam z czego wyciąć kolejnego elementu - nie pasował kolor lub odcień, wtedy brałam tusze do tkanin i wybrany na tło batik, malowałam. Czasami zmieniałam tylko odcień, czasami malowałam tonalne przejścia między kilkoma kolorami. Na każdej masce linia nosa, czoła i łuku brwiowego podkreślona została malutkimi , malowanymi czubkiem pędzla białymi kropeczkami. 
Przyszedł czas na pomalowanie tła. Miało wyglądać tak - każdy narożnik miał mieć inny kolor: żółty, czerwono-pomarańczowy, niebieski i zielony. Najbardziej intensywny kolor w narożnikach i coraz jaśniejszy w kierunku środka, kolory miały się łagodnie łączyć dając charakterystyczne dla watercolor mieszanie kolorów. Pierwsza próba to porażka - mokre kolory wydawały mi się dostatecznie intensywne a po wyschnięciu okazały się zbyt blade. Zrobiłam ponowną próbę na tej samej tkaninie, wynik? - kolory były intensywne ale powstały brzydkie zacieki. Porażka, ale mogłam wyciągnąć kolejne wnioski, więc wyprałam kolejny kawałek bawełny i zabrałam się za malowanie. Ponieważ jestem w gorącej wodzie kąpana i chcę już, teraz, zaraz, zapomniałam do tej roboty zmienić ubranie. Możecie sobie wyobrazić jak białe spodnie i t-shirt zaczęły wyglądać, za późno było jednak na zmianę ubrania. Spodnie zaczęły wyglądać jak spodnie szalonego malarza, więc przeznaczyłam je do malowania mając nadzieję, że kiedyś tak właśnie będą wyglądać.
Efekt trzeciego malowania w miarę mnie zadowolił, w miarę, bo zawsze może być lepiej. Po wysuszenie i wyprasowaniu tła zaczęłam układać maski, przyprasowywać, pikować poszczególne elementy najróżniejszymi kolorami nici, w najróżniejsze wzory. Jedynie czoła i nosa stanowiących jeden element nie pikowałam, dzięki czemu stały się trochę bardziej wypukłe od reszty i dawały bardziej plastyczny obraz.
Tak wygląda całość ( obcięta jest góra i dół ) i poszczególne elementy z bliska :






  

 
 i kilka zbliżeń tyłu pracy :




Praca ma wymiary 140cm x 90 cm.
Zgłaszam swoją pracę do konkursu " Hello sunshine "organizowanego przez Małgosię Pawłowską

czwartek, 7 lipca 2016

Konkurs SPP i "Pod mikroskopem"

Informacja jest jak zwykle spóźniona ale chciałam się nią z Wami podzielić bo bardzo mnie cieszy. Otóż SPP - czyli Stowarzyszenie Polskiego Patchworku ogłosiło pierwszy konkurs pod tytułem : "Koła, kółka, kółeczka". Udział w konkursie mógł wziąć każdy, technika była dowolna, jedyny wymóg to narzucona pracom wielkość : 70 x 70 cm.
Pomysł tematu konkursu bardzo mi się podobał bo od dawna po głowie chodziły mi kółka, czekały tylko na swój czas, a konkurs zdopingował mnie do realizacji. Tak więc kółka wyprzedziły w realizacji inny pomysł, który też już trochę się naczekał i obecnie jest w trakcie realizacji. 
Tak zmaterializował się quilt, który nazwałam " Pod mikroskopem" bo przypominał mi to, co często oglądałam na studiach przez okular mikroskopu. Konkurs był dwuetapowy, najpierw spośród wszystkich nadesłanych prac wytypowano 20 do drugiego etapu i wśród nich znalazł się " Pod mikroskopem" a później ... radość wielka, bo 6 osobowe jury przyznało mu drugie miejsce w konkursie :) .  




 

i fragment spodniej strony 

 
A teraz trochę kuchni :
Do uszycia quiltu użyłam tkanin z serii Shimmer firmy Northcott. Ponieważ nie udało mi się dopasować kolorystycznie fioletowej tkaniny "przerobiłam " batik na Shimmer malując na nim kółeczka przy pomocy słomki do napojów, złotą farbą Lumiera . Potrzebne były mi cieniowane sznureczki w odpowiednich kolorach, więc odcinkami farbowałam biały , bawełniany sznureczek. Tło pracy stanowił batik, kółka pikowane były złotymi nićmi Glamour firmy Madeira a całość nićmi Isacord.  

Chcę podziękować SPP za trud włożony w organizację pierwszego konkursu, Jury za niełatwą debatę nad naszymi pracami i sponsorowi mojej nagrody  :)  House of Cotton  , który zafundował mi stosik tkanin i tasiemek z których bardzo się cieszę.


czwartek, 16 czerwca 2016

Angelina, tyvek, flizelina i organza - rezultaty warsztatów

Dni 10, 11 i 12.06 były dla mnie bardzo pracowite. Najpierw 10.06 na walnym zebraniu SPP ( Stowarzyszenie Patchworku Polskiego) między innymi ustalałyśmy plany na ten i przyszły rok - konkursy, wystawy, warsztaty i szeroko pojętą popularyzację naszego zamiłowania - patchworku. Spotkanie skończyło się bardzo późno a następnego dnia prowadziłam już pierwszy dzień warsztatów z mixed media w Szkole Patchworku u Ani Sławińskiej. 
11.06 poznawałyśmy co to jest, jakie są rodzaje i do czego można wykorzystać włókna angelina hot fix i co można wyczarować i w jaki sposób, z organzy.
Pomysłowość uczestniczek warsztatów przeszła moje najśmielsze oczekiwania. Powstały piękne prace wykorzystujące tylko jeden z materiałów lub łączące w harmonijny sposób zarówno angelinę jak i kolorową organzę.
Zobaczcie sami:





Po zakończonych warsztatach pojechałyśmy do "Wytwórni śliczności " gdzie szyłyśmy dla dzieci topy kołderek  przeznaczonych na kiermasz towarzyszący wystawie i warsztatom z okazji III Zjazdu Twórczo Zakręconych w Krasnymstawie.

Następnego dnia 12.06  w programie był tyvek i kolorowa fizelina. Tyveku miałyśmy trzy rodzaje a każdy z nich daje inne efekty, a więc inne możliwości wykorzystania. Korzystałyśmy z farb Lumiera, nagrzewnic i lutownic. Z flizeliny tworzyłyśmy tło naszych prac i efektowne ornamenty.
Pomalowany tyvek dawał  np. takie wspaniałe odkształcenia, które można było wykorzystywać w całości lub wycinać fragmenty.


Prace, które powstały tego dnia zachwycały tak jak poprzednie, niektóre były jeszcze niedokończone:




 Powstało mnóstwo próbek możliwych do późniejszego wykorzystania, wypróbowałyśmy prawie wszystkie przewidziane możliwości naszych materiałów ale... czas upływał tak szybko..... 
Na koniec uczestniczki warsztatów otrzymały płytkę DVD z utrwalonymi na niej informacjami - co, po co, w jakiej kolejności i dlaczego :)


 Panie zakupiły woreczki z 18 kolorami angeliny i trzy rodzaje tyveku i na pewno w niedługim czasie powstanie znowu coś ładnego. 
A ja dziękuję uczestniczkom warsztatów za miłą zabawę i bardzo się cieszę, że warsztaty i nowe techniki tak bardzo się podobały. Posyłam Wam słoneczny uśmiech z tarasu w ogrodzie 



 Dziękuję wszystkim za wizyty i pozostawiane komentarze, które z wielka radością zawsze czytam :)