Obserwatorzy

środa, 16 stycznia 2019

Kolorowe batiki

Nadrabiam zeszłoroczne zaległości. Powstały dwa duże quilty, których wcześniej nie mogłam pokazać, ponieważ były Gwiazdkowymi prezentami.
Dzisiaj pokażę pierwszy - "Kolorowe batiki", wielkości 240 x 240 cm.
Cały uszyłam z przywiezionych tkanin batikowych dodając dla urozmaicenia i lekkości, bloki z kremowej tkaniny, takiej samej, jaką użyłam do dość szerokiej ramy dookoła quiltu. 
Elementy bloków wycinałam przy użyciu gotowych szablonów. Układ to już moja fantazja. 
Cały quilt jest bardzo bogato pikowany z wolnej ręki, lub przy użyciu wysokiej stopki i linijek w postaci łuków, kółek różnej średnicy i prostych odcinków. Nie na wszystkich batikach jest to dobrze widoczne. Bloki jednokolorowe zostały wypikowane z wolnej ręki i każdy w inny wzór naniesiony uprzednio na tkaninę, tu również mogłam poszaleć a efekt jest dość dobrze widoczny. 
Na pikowanie  ramy chciałam wykorzystać gotowy wzór, ale wielokrotność jego szerokości nie pasowała do długości ramy. Dopasowałam więc wzór w programie Corel DRAW11 i przeniosłam na tkaninę, pozostały do zagospodarowania już tylko narożniki.  
Wiecie co?, dla mnie najgorszy moment i najmniej lubiany przychodzi na samym końcu pracy, gdy muszę, a właściwie chcę zrobić zdjęcia - nigdy nie jestem zadowolona :(














poniedziałek, 12 listopada 2018

Biało - czerwona

Jakiś czas temu Stowarzyszenie Polskiego Patchworku ogłosiło konkurs na prace z okazji 100 lecia odzyskania przez Polskę niepodległości w dwóch kategoriach: prace duże - powyżej 1m i prace małe - do 40cm z marginesem +/- 5cm.  Ogłoszony konkurs był wspólnym wydarzeniem Teatru Ziemi Rybnickiej i Stowarzyszenia Polskiego Patchworku. W pracach miały być wykorzystane tkaniny w kolorach narodowych: białe i czerwone. Dopuszczone zostały wszystkie odcienie tych kolorów a więc znacznie zwiększył się wybór tkanin. Miałam duże zahamowania z podjęciem decyzji uczestnictwa w tym konkursie właśnie z uwagi na wybór kolorów, wszak czerwony zdecydowanie nie należy do moich ulubionych kolorów. Zadecydowała możliwość zastosowania różnych odcieni a więc mogłam zrezygnować z krwisto czerwonej barwy.
Zrobiłam kilka projektów, ale ponieważ wydawały mi się zbyt oczywiste w swojej wymowie wylądowały w koszu. Myślałam nad czymś mniej łopatologicznym :) a jednocześnie z podtekstem i tak powstał projekt Poczty Polskiej .
Jest to pictorial quilt z wykorzystaniem techniki raw edges application. 
Do powstania kwiatu róży wykorzystałam kilka tkanin różniących się wzorem i kolorem, część płatków uszyłam w postaci przestrzennej i wychodzą one poza płaszczyznę quiltu, dwa z nich dostały kropelkę rosy.

W sobotę wieczorem, w przeddzień  Święta Niepodległości zostały ogłoszone wyniki konkursu i ku mojej ogromnej radości dowiedziałam się, że moja praca w kategorii prace małe wygrała i zdobyła pierwsze miejsce !!! Ogromna radość :)

Dopiero teraz mogłam zobaczyć wszystkie prace zgłoszone  na konkurs jak i na wystawę. Byłam pod ogromnym wrażeniem różnorodności interpretacji tematu, zastosowanych technik i efektu końcowego - Jury nie miało łatwego wyboru. Dziękuję Stowarzyszeniu Polskiego Patchworku i Teatrowi Rybnickiemu za organizację konkursu i wystawy, sponsorom za nagrody, Jury za trudną pracę:)
Teraz nasze prace będą przez rok podróżować po różnych wystawach.

Moja praca zgłoszona na konkurs



Bardzo dziękuję firmie EMB Systems , fundatorowi mojej nagrody w postaci żelazka parowego - steamer J2000 Pink


wtorek, 9 października 2018

Biennale TKAN ART 2018 - konkurs

We wrześniu, w Centrum Kultury i Sztuki w Skierniewicach odbyła się druga II edycja Biennale TKAN ART 2018. Jest to przegląd polskiej współczesnej tkaniny artystycznej. Na konkurs i wystawę przyjmowane były prace profesjonalnych artystów plastyków i amatorów. Postanowiłam spróbować i zgłosiłam swoje dwie prace stanowiące na razie dyptyk ( docelowo będzie to tryptyk ). Zostały przyjęte i wzięły udział w wystawie i konkursie. Przewidziana była nagroda główna i trzy wyróżnienia oraz nagroda publiczności. Pojechałam na wakacje i będąc na Akropolu dostałam SMS i wspaniałą wiadomość, najpierw nieoficjalną,  potem zadzwonił telefon od organizatora Biennale z oficjalną już wiadomością i gratulacjami.
Moje prace zdobyły dwie nagrody : wyróżnienie i nagrodę publiczności.
Wielka radość, to było coś, czego się nie spodziewałam, zaskoczenie i radość - te dwa uczucia mieszały się i przyćmiły w danym momencie liczenie "cegieł" na Akropolu :). 
Wczoraj wróciły quilty z wystawy, wyróżnienie, nagroda publiczności i różne gadżety.



a to mój dyptyk, który zdobył uznanie jury i publiczności 


Witam nowych obserwatorów, dziękuję za wizyty i zapraszam na następny wpis. Tym razem o starożytnej Grecji i jej przyrodzie.

czwartek, 13 września 2018

Gypsy wife - big

Po długim czasie zajrzałam tu i ze zdziwieniem skonstatowałam, że tyle się u mnie działo a tu taka cisza. Powstały nowe narzuty, quilt na konkurs, quilt w ramach międzynarodowego projektu wystawiany na wystawie w Birmingham, quilt w ramach IMQE, organizowałam z ramienia Stowarzyszenia Polski Patchwork kolonie patchworkowe w Nieszawie, moje dwie prace zostały przyjęte na Biennale TkanArt w Skierniewicach, a tu nic - cisza. 
Spróbuję nadrabiać zaległości.
Najpierw Gypsy wife:
Żona cygana to znany wzór, postanowiłam wykorzystać przywiezione batiki i z nich zrealizować ten projekt. Środek mojej pracy został już dawno uszyty i nawet wypikowany, ale nie doczekał się wykończenia, czyli powiększenia do potrzebnego wymiaru 250cm x 240cm. Pisałam o nim tu. Na koloniach patchworkowych zabrałam się za szycie bloków, które miały go powiększyć. Była to ciężka praca, ponieważ quilt był już wypikowany i tylko małe odcinki zewnętrzne pracy pozostały otwarte, żeby można było doszywać i powiększać go aby osiągnąć ostateczny wymiar. Najpierw doszyłam bloki z jednego boku i u góry quiltu tak, żeby pasowały i nie psuły wyglądu oryginalnego wzoru. Następnie doszyłam spód tkaniny, wypełnienie i pasy z uszytymi blokami dookoła topu quiltu. Pikowanie było już proste bo pikowałam pas szerokości 50 cm dookoła quiltu.
I tak moja cyganka osiągnęła wielkość 250 cm x 240cm - słuszny wymiar żony :)


w trakcie pikowania bordiury


i kilka zdjęć fragmentów






Mam nadzieję, że ktoś jeszcze pamięta ten blog :) zajrzy tu i może coś napisze :) 
Jutro wyjeżdżam na dwa tygodnie ale po powrocie obiecuję nadrobić zaległości, pozdrawiam wszystkich serdecznie i do usłyszenia.

piątek, 30 marca 2018

Życzenia Wielkanocne

Ciepłych , miłych i spokojnych Świąt Wielkanocnych, życzę wszystkim zaglądającym - niech spełniają się Wasze marzenia


niedziela, 4 lutego 2018

Batik painting

Wróciłam do zabawy woskiem i barwników przywiezionych z Indonezji. Powstały maski, oczywiście indonezyjskie :)




i abstrakcje


  
Chętnych poznać tą technikę zapraszam na warsztaty. W najbliższym czasie podam terminy.

piątek, 22 grudnia 2017

Boże Narodzenie 2017

Pojutrze Wigilia , wszystkie jesteśmy zabiegane, gonimy uciekający czas i zastanawiamy się co jeszcze trzeba zrobić. W przerwach jednak pamiętamy, jak miło jest dzielić się życzeniami :) , dlatego między jednym ciastem siedzącym w piekarniku, a siekaniem bakali do drugiego, wpadłam na chwilę złożyć wszystkim którzy do mnie zaglądają, serdeczne życzenia :

Radości, uśmiechu i ciepła w blasku świec  i otoczeniu najbliższych, niech się Wam spełnią skrywane marzenia



środa, 6 grudnia 2017

Indonezja cz.3 - Workshop Batik Painting

 Plan naszej długiej eskapady indonezyjskiej przewidywał kurs batiku na Bali, i tak w końcu pełna obaw, znalazłam się w Ubud.
W planach miałam zamiar odwiedzić trzy miejsca, ale po namyśle jedno miejsce skreśliłam z listy z uwagi na to, że tam pracują tylko na barwnikach naturalnych, otrzymywanych z kory miejscowych drzew, liści i innych części roślin. Zdecydowałam się na pracę z barwnikami syntetycznymi, uważałam, że łatwiej będzie mi w razie potrzeby je kupić i sprowadzić. Po namyśle wybrałam jedną pracownię a nie dwie, żeby więcej się nauczyć i nie zaczynać w każdej od podstaw, tym bardziej, że zaczęte prace kończone były dnia następnego z uwagi na cały proces batikowania. Klucząc krętymi uliczkami, którymi samochód nie dał rady już jechać, znalazłam obydwie pracownie, zwiedziłam jedną


a potem w drugiej, potwierdziłam udział w warsztatach na które zapisałam się będąc jeszcze w Polsce. ( Pan nie był pewien, czy z uwagi na grożący wybuch wulkanu Agung, przylecimy na Bali).
Rety! - będzie się działo


Następnego dnia rano zżerała mnie ciekawość jak tym razem będzie, ale, i co tu dużo mówić, obawa jak się dogadam.
Szkoła Batiku znajduje się w ogrodzie, na prywatnej posesji Pana Nyoman Suradnya, obok rodzinnego pensjonatu i prywatnego domu.
Zajęcia odbywały się w otwartych na ogród, bardzo klimatycznych pomieszczeniach pełnych typowo balijskich rzeźb, ozdób i przede wszystkim olejnych płócien i batików, które wyszły spod ręki gospodarza. Tak poznałam Pana Nyoman Suradnya i Kadek Sudiana - mojego nauczyciela.



No i zaczęło się - garść informacji, do ręki spora rama obciągnięta płótnem i do roboty. Reszta w trakcie zajęć :).

Wymyślając rysunek korzystałam z dostępnych atlasów roślin. Niemałym wyzwaniem było spójne zagospodarowanie dużego płótna


Na zajęcia przyszłam potwornie przeziębiona.
Po rysunku przyszedł czas na pokrywanie linii woskiem, przy pomocy tjantingu o różnej średnicy wylewki.  Siedziałam sobie wygodnie na niskim, rzeźbionym taborecie. Zapas chusteczek położyłam obok palnika z bardzo gorącym woskiem, sięgając po nie, potrąciłam miseczkę z woskiem, wylewając całą zawartość na bosą stopę. Ból był okropny, wosk przywarł do skóry i nawet nie było widać poparzenia tylko woskową skorupę. Kadek obłożył mi stopę lodem i ręcznikiem i mimo koszmarnego bólu, pracowałam dalej . Następnego dnia chodziłam z jedną stopą w sandałach a drugą w skarpetce :). Wypadki przy pracy zdarzają się i powtarzając sobie kupione od syna powiedzonko: co trzeba to trzeba, jesteśmy mężczyznami :) dalej pilnie się uczyłam. Dlatego na zdjęciu jedna noga jest w sandałku a druga w ręczniku - indonezyjska moda obuwnicza :).


tego dnia na zajęciach towarzyszyła mi pani z Australii.


 widać już woskowe kontury i przygotowane tło do zrobienia siatki spękań, czyli krakeruli


Rysunek ołówkiem zrobiłam tak delikatny, że w trakcie konturowanie nie zauważyłam rysunku konaru drzewa, które miało być jeszcze z lewej strony roślinnej kompozycji - teraz to widzę. Poprawki są możliwe, ale wymagałyby wielu kroków i czasu, a ja go nie miałam. Pomyślałam sobie, że przecież założeniem tego kursu nie było stworzenie wiekopomnego dzieła - hihi, tylko poznanie technik. Martwiły mnie tylko niechciane, woskowe - kap, kap, czyli kleksy. W trakcie pracy Kadek cały czas mi powtarzał: nie martw się to nie problem, potem usuniemy, a ja po cichu dodawałam: jak nie problem kiedy są kleksy.

Następnego dnia na zajęciach pracowałam z farbami. Miałam kilkanaście przygotowanych farb a sama przygotowywałam sobie mieszanki kolorów, żeby uzyskać inne kolory, odcienie czy intensywność jakiejś barwy. Kadek uczył mnie jak rozprowadzać farbę na płótnie chcąc uzyskać cieniowanie, jak mieszać kolory bezpośrednia na nim, kiedy zwilżać płótno a kiedy pracować na suchym, ile wody używać, w jakiej pozycji trzymać ramę w czasie malowania a jak w czasie woskowania. Mnóstwo niuansów ale jakże ważnych. Ubrana jak dnia poprzedniego w firmowy fartuszek, zabrałam się bez zbędnej zwłoki do pracy, bo czas tu tak szybko uciekał. Siedząc tu zapominałam o całym świecie dookoła, o tym czy wybuchnie wulkan i jak wtedy wrócimy do domu, o bolącej nodze i nawet o stosie zakupionych batików. 
Tego dnia towarzyszyły mi dwie nowe osoby - Niemki - matka z córką.

 

Tak wygląda kolejny etap pracy.


Przede mną jeszcze ponowne woskowanie i żyłkowanie liści, zabezpieczenie kolorów, suszenie, zrobienie krakeruli, suszenie, zrobienie passe partout, suszenie i pozbywanie się wosku. Na bardziej bogaty rysunek brak było czasu, więc chciałam wtopić go w bujną, tropikalną zieleń i niestety przesadziłam z krakerulą.
Następnego dnia skończyłam pracę.


 i dostałam nowe płótno do zagospodarowania.
Zastanawiałam się nad tematem, czasu już było mało bo przede mną kilka zaledwie godzin no i co robi quilterka ? - pikuje. Pikowałam quilty, pikowałam w glinie, dlaczego by nie w batiku - rysowałam wzory a Kadek z zaciekawieniem się przyglądał.  Nie znał takiego wzornictwa i podziwiał, że można tak z głowy ciągnąć wzór na całej powierzchni płótna prawie nie odrywając ołówka, ale my tak robimy pikując :).
Tak powstawał nowy rysunek


 i wszystkie etapy tworzenia batik painting.



 Czego się nie robi dla sztuki - pracuje nawet na kolanach :)


jeszcze krakerula na ramce i gotowe


Na zakończenie warsztatów przybiliśmy sobie z Kadekiem piątkę.


 Zakupiłam ich wosk, tjantingi różnej średnicy, farby i potrzebne do nich dodatki. Dalsze ćwiczenia już w Polsce, a wszystko co piękne ma wadę - kiedyś się kończy :).

Po tych warsztatach mam takie spostrzeżenia. Największym zaskoczeniem było dla mnie z jaką łatwością można pozbyć się wosku z batiku. Ich wosk, czysty pszczeli wosk jest zupełnie inny od naszego. Ma inną przyczepność i plastyczność. Podawane w wielu miejscach w internecie informacje o pozbywaniu się wosku poprzez prasowanie przez papier, są dla nich zupełnie nie do przyjęcia i metody te wzbudzają zdziwienie. Zresztą nigdy w ten sposób nie pozbędzie się całego wosku, praca zostaje sztywna, może kolory są intensywniejsze ale rysunek ma tłuste obwódki. Nauczyłam się nowej i dla mnie bardzo ważnej rzeczy - pozbywania się niechcianych i zawsze kłopotliwych kleksów, Kadek miał rację - to nie problem. Niektóre kleksy można zostawić, w końcu to ręczna praca a wynik batikowania zawsze zawiera element nieprzewidziany do końca, taką niespodziankę i na tym też polega jego urok. Dowiedziałam się jak ważny jest gatunek płótna i jak ważne jest przygotowanie go do pracy. W Indonezji jest produkowanych kilka gatunków płótna do batiku. Dowiedziałam się jak korzystać z farb, żeby osiągnąć różne efekty.
Praca tutaj wyglądała inaczej niż w Malezji, były to nowe doświadczenia.

A teraz na zakończenie, żeby odetchnąć od pracy kilka zdjęć z życia i otoczenia Ubud.
Poza miastem widać bardzo charakterystyczne, ciągnące się wzdłuż ulic mury świątyń, które w sposób niezauważalny  przechodzą w wejścia do prywatnych domów. Któregoś dnia chcąc zrobić zdjęcie weszłam za mury sądząc, że wchodzę do świątyni, i nagle znalazłam się na prywatnym tarasie gdzie rodzina spożywała posiłek, i jaka była ich reakcja? - zaprosili mnie na obiad :) nie skorzystałam i podziękowałam, ale do dzisiaj pamiętam ich uśmiech :).



Zajrzałam do przydrożnego sklepu, bo na zewnątrz zobaczyłam wywieszone quilty. Z bliska okazało się, że wierzch quiltu to po prostu  jeden kawałek materiału. Kanapka została przepikowana i wykończona lamówką. W środku było bardzo dużo, zwiniętych i zapakowanych narzut przeznaczonych do sprzedaży, a wszystkie szyte na starej Singerce z napędem nożnym.



Tradycyjną metodą powstają również batiki na drewnie, tzw. Batik wood. Ozdabiane są tak drewniane maski indonezyjskie, tace czy elementy dekoracyjne na ścianę.


Trafiliśmy na niezwykle kolorowe święto religijne w Ubud, wszyscy zmierzają do świątyni położonej na wzgórzu




a tu skromny orszak ślubny, pieszo wracający ze świątyni na przyjęcie 


czas pożegnać się z Indonezją, Bali, batikiem, bujną przyrodą i egzotyką, czas wracać do domu :)


Cieszę się, że mogłam się tymi wrażeniami z Wami podzielić, dziękuję, że tu zajrzałyście i z cierpliwością ten długi post przeczytałyście. Będzie mi miło jak go skomentujecie - pozdrawiam serdecznie :)