Obserwatorzy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą torba. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą torba. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 14 listopada 2017

Indonezja cz.1 - tkaninowe zakupy

No i wreszcie jestem :) znowu się udało - ile startów (9) tyle lądowań (9)  :). 
Po raz drugi byliśmy w Indonezji, tym razem w planach było Bali i Sulawesi. 

Bali - to głównie szmaciane szaleństwo zakupowe, wizyty w Factory batik i galeriach batiku oraz najważniejszy dla mnie punkt wizyty na Bali, to uczestnictwo w  kilkudniowych warsztatach batik painting u znanego i cenionego mistrza batiku pana Nyoman Suradnya.

Sulawesi - nurkowanie, snorkeling, przyroda, wyspy i jedyne miejsce na świecie znane z niekonwencjonalnych pochówków zmarłych i niesamowicie bogato zdobionych domów - tongkonan.
 
Mam mętlik w głowie co i w jakiej kolejności Wam opowiedzieć, więc to co dotyczy szmatek (to zapewne najbardziej interesuje) podzielę na 3 części.

Denpasar - stolica Bali, w tym roku w porównaniu do tego co widziałam trzy lata temu, świeciła pustkami - hotele, restauracje, zabytki odwiedzała znikoma ilość turystów, a wszystko z powodu oczekiwanego wybuchy wulkanu Agung. Baliśmy się, że w ogóle nasz przylot na Bali okaże się niemożliwy.  120.00 tysięcy ludzi zostało ewakuowanych, wprowadzono strefę czerwoną z zakazem wjazdu, wyznaczono zapasowe lotniska na sąsiednich wyspach - Jawie i Lomboku. Mimo ostrzeżeń, zaryzykowaliśmy i udało się !!! Wulkan do tej pory nie wybuchł, a my zrealizowaliśmy wszystko co zamierzaliśmy.
Tak więc najpierw była wizyta na znanej z niezliczonej ilości sklepów ulicy z indonezyjskimi batikami. Sprzedawane są one na metry ale również w tradycyjnych 2,5 metrowych odcinkach tzw. sarongi i jedynym sklepie sprzedającym batiki produkowane na Bali dla Hoffmana. Wszyscy znamy te batiki, więc nietrudno sobie wyobrazić moje w tym sklepie szaleństwo. Materiały poukładane kolorami na półkach, w belach na podłodze, na dłuuugiej ladzie i znowu na podłodze, z boku na półkach pocięte w FQ, jelly rolls, charm pack, layer cakes  - do wyboru do koloru. Istna orgia wzorów i kolorów.
Przynosiłam coraz to nowe belki do cięcia i układałam w stos, zamieniałam i dobierałam, dopasowywałam wzory, odcienie i kolory  ku radości i uciesze obserwujących i pomagających mi Indonezyjczyków i kupującej akurat pani z Australii. Australijki często tu przylatują bo mają bardzo blisko. Mój mąż robił zdjęcia tego całego zamętu albo nosił i odnosił belki. Gdy stwierdziłam, że szaleństwo ma swoje granice a torby ograniczoną pojemność, usłyszałam - kup, bo potem będziesz żałować -  więc co miałam biedna robić ? - doniosłam następne kolorowe szmatki stwierdzając, że torbę można dokupić a o ograniczenia wagi bagażu w samolocie martwić się będę potem.
 Tak to wyglądało :) 




czy na pewno wystarczy ?


 
W sklepie mogłam z bliska obejrzeć kolekcję stempli przy pomocy których, nanosi się wzór na większą powierzchnię tworzonego batiku, tzw. canting cap. Powstawanie takiego stempla to bardzo pracochłonne i żmudne zajęcie, coraz mniej osób chce je wykonywać, więc ceny takich stempli są wysokie.  Najpierw powstaje wzór na papierze, następnie z cieniutkich, jednakowej szerokości taśm miedzianych wygina się elementy wzoru zgodnie z rysunkiem na papierze a następnie łączy się  się wszystkie elementy razem, tworząc canting cap.
W tym sklepie, pomijając zaporową cenę, nie było możliwości zakupu ale z przyjemnością sobie je pooglądałam.



 a na koniec zakupów mój mąż wyglądał tak :)


to wszystko


zmieściłam w zakupionej, patchworkowej torbie.


Po zakupach, postanowiliśmy pojechać nacieszyć oczy buchającą zielenią, więc pojechaliśmy odwiedzić plantację kawy arabika, robusta i farmę kopi luwak - najdroższej kawy świata, a wszystko za sprawą zwierzątek, które zjadając ziarna kawy i wydalając je, bardzo skracają czas obróbki ziaren. Z bliska mogliśmy obejrzeć "twórców" tej kawy -  łaskuna muzanga, nazywanego popularnie cywetą, a lokalnie luwak.
Na miejscu, w niezwykłym otoczeniu tarasowych upraw ryżu, możliwa była degustacja herbaty i kawy. Kawę i herbatę podaje się tu w malutkich, szklanych filiżankach na bambusowych tackach: 8 rodzajów herbaty: limonkowa, trawa cytrynowa, goździkowa, imbirowa, szafranowa, mangostan, dwóch już nie pamiętam i 6 kawy, żeby na koniec, zamawiając luwak, można było docenić niezwykłość tej kawy. Szczerze mówiąc, mnie ona nie zachwyciła, była jak dla mnie zbyt delikatna.
Herbaty były pyszne a kawy obrzydliwie słodkie.



 delektując się herbatami i kawą, można równocześnie  "paść" oczy widokiem leżących w dole, tarasowych upraw ryżu



Jeśli Was to zainteresowało, zapraszam na następny post : Indonezja cz.2 - Factory batik i galeria batiku.

 Dziękuję za wszystkie wizyty jakie miały miejsce w czasie mojej długiej nieobecności, to bardzo, bardzo miłe :)


wtorek, 2 lutego 2016

Wystawa a torba do patchworków




W Szczecinie organizowana jest pierwsza Ogólnoplolska Wystawa Polskiego Patchworku. Pokazane będą prace kilkudziesięciu polskich quilterek, które powstały w najróżniejszych technikach. Patchwork za granicą jest bardzo popularny, w Polsce ciągle walczymy o  jego docenienie, o jego rangę w naszym otoczeniu i możliwości wpływania na nasze postrzeganie szeroko pojętej sztuki. Mam nadzieję, że wiele osób odwiedzi wystawę i dostrzeże w nich piękno, że może zarazi się patchworkiem i może spróbuje szyć samemu, że grono sympatyków się powiększy, powiększy i ..... powiększy :)
Dlatego z wielką radością przyjęłam fakt podjęcia się trudu zorganizowania takiej wystawy przez kilka pań ze Szczecina. Nad całością organizacji wystawy czuwa Karolina Bąkowska :)
Zgłosiłam akces uczestnictwa w wystawie i wysłałam dwie prace
" Tańczące lato "  i " Kolory jesieni "
Organizatorki prosiły, żeby w miarę możliwości prace wysyłane były w postaci rulonu.
Ok. myślę sobie, ale skąd rulon i w co ten " kij" zapakować ?
Tak zrodził się pomysł załatwienia grubej, tekturowej  rury używanej do nawijania firan. Sam tekturowy rulon był trochę sfatygowany więc okleiłam go tkaniną. Nawinęłam patchworki ale... i tak zrodził się pomysł uszycia torby do ich zapakowania. Ponieważ przed świętami zaprzątnięta byłam szyciem prezentów zaczęta torba musiała poczekać na swoją kolej. Nawiązując do prac wysyłanych na wystawę użyłam batików do jej szycia i pobawiłam się pikowaniem, wychodząc z założenia , że skoro mają być w niej patchworki to torba też nim być musi :). 
Tak wygląda gotowa torba:

 a tak różne etapy jej szycia













 Serdecznie zapraszam na Pierwszą Ogólnopolską Wystawę Patchworku , będzie nas tam wiele, będzie kolorowo i wesoło :)