Obserwatorzy

sobota, 4 stycznia 2020

BTS

Narzuta BTS ma swoją historię.
Najpierw była osoba którą kocham, potem ta osoba rosła i zmieniały się Jej upodobania, gusty, oczekiwania i zainteresowania. Wyrosła z wcześniej uszytych przeze mnie narzut do Jej pokoju i nie było już tam mojej "szyciowej" obecności. Ta osoba stała się fanką koreańskiego zespołu muzycznego BTS. Muzyka tego zespołu towarzyszy Jej  w nauce, w wypełnianiu pokoju dźwiękami, pewnie towarzyszy marzeniom. Postanowiłam dorosnąć do ulubionej przez nią muzyki i uszyć Jej narzutę ze zdjęciami ulubionych członków zespołu. 
Tak się zaczęło :)
Powstał szkic sporządzony w programie Correl Draw, gdzie poszczególne bloki miały wymiar wielokrotności 4 cm. Ograniczyłam się do trzech kolorów: kremowego, spopielałego różu i jasnego popielu biorąc pod uwagę to, że zdjęcia będą wprowadzały dodatkowe kolory.
Miejsca w których miały się znaleźć zdjęcia muzyków narzucały już ich wielkość, oczywiście wielokrotność 4 cm. Znalazłam zdjęcia, które przygotowane zostały do druku, po dwóch próbach wydruki w miarę spełniały moje oczekiwania. Teraz trzeba było to pozszywać i tak powstał top narzuty. Teraz czekał mnie jeden z trudniejszych momentów - szukanie oryginalnej, koreańskiej  pisowni nazwisk muzyków i ich scenicznych pseudonimów. Twarze jak dla mnie tak podobne jedne do drugich, że ustalenie który to który, zajęło mi dużo czasu. Strony koreańskie pomogły w ustaleniu pisowni i mogłam zabrać się do malowania małym pędzelkiem nazwisk i pseudonimów pod zdjęciami oraz oryginalnego imienia adresatki prezentu.  Pikowanie ? cóż, pomyślałam że geometryczne kształty bloków i zdjęć narzucają już wybór wzorów do pikowania. Powstały więc wzory geometryczne, wiele różnych wzorów pikowanych z wolnej ręki lub przy użyciu wysokiej stopki i linijki.  Pikowanie było jednak bardziej żmudne niż esy floresy, więcej początków i końców nitek, więcej nitek do chowania. Lamówka i tadam, koniec. 
Teraz pięknie trzeba było to zapakować i gotowy prezent czekał na ubraną choinkę.
Radość była wielka, nie wiem czyja większa, obdarowanej czy moja. Na pewno moja :)

Tak wygląda w całości








dużymi literami umieszczone jest imię adresatki prezentu, kto je rozszyfruje ? 
poniżej plan zrobiony w Corel Draw



sobota, 28 grudnia 2019

Świąteczne poduszki

Święta za nami i mogę już pokazać jeden z uszytych przeze mnie prezentów. Są to dwie poduszki uszyte z tkanin ze świątecznymi motywami i blokami tworzącymi płatki śniegu.
Pikowanie z wolnej ręki i z wysoką stopką przy linijce.


Zaglądajcie, piszcie, zawsze sprawiacie tym radość. Przykro mi tylko, że nie mogę odpowiadać na Wasze komentarze bo blogger nie pozwala umieścić mi wpisu :( - nie wiem co się zmieniło????? 

czwartek, 19 grudnia 2019

Międzynarodowe Targi Wnętrz - HOME DECOR

Grupy patchworkowe zostały zaproszone na Międzynarodowe Targi Wnętrz - HOME DECOR, które odbędą się w Poznaniu w dniach 25 - 28 lutego 2020 roku. Nasze prace pokazywane były już na wielu wystawach w Polsce i za granicą a teraz dzięki uprzejmości organizatorów  MTP przygotujemy na targach wystawę naszych prac. HOME DECOR towarzyszyć będą prowadzone przez nas pokazy na których przybliżymy różne techniki patchworkowe, opowiemy jak powstają i co to są quilty, w jaki sposób z patchworku powstaje quilt, w jaki sposób łączymy warstwy, jakich materiałów używamy. Dla chętnych przygotujemy liczne warsztaty, samemu będzie można spróbować i cieszyć się efektem.


sobota, 7 grudnia 2019

Uskok

Jakiś czas temu wylęgł mi się w głowie pomysł wykorzystania nagromadzonych resztek tkanin - pozostałości z szycia różnych quiltów. Resztki były różnej wielkości ale jak to u szmatocholiczki, żal było wyrzucić. 
Powstał wtedy pomysł uszycia pierwszego resztkowca z tkanin różnych kolekcji....., wyszedł fajnie tutaj: , więc idąc za ciosem uszyłam następny z resztek batików, może niezupełnie resztek ale powstał drugi resztkowiec ( o, jeszcze o nim nic nie napisałam - nadrobię :) ... Teraz skończyłam trzeci w tym samym wymiarze co drugi i również z batików przywiezionych z Indonezji. 
Nazwałam go - Uskok 


A jak go szyłam? 
Lewa strona szyta była z wąskich pasków batików ciasno naszywanych na dobrany kolorystycznie podkład. Na zdjęciu niżej widać przygotowany podkład. Powstał z pozszywanych kawałków bawełny dobranej kolorystycznie do paseczków naszywanych na wierzchniej stronie. Na pomarańczowym kolorze naszywane były paski w różnych odcieniach pomarańczowego koloru, na na żółtym  - żółte kolory itd. 



Paski mają otwarte brzegi, sterczą do góry tworząc fakturę wystającą ponad powierzchnię quiltu.
Prawa strona szyta była również z pasków różnej szerokości ale w inny sposób - naszywane były jeden za drugim tworząc płaską powierzchnię. 





Powstały dwie części pracy - prawa i lewa. Części te z uwagi na zastosowanie różnych technik szycia, różnią się fakturą oraz intensywnością kolorów, dzięki czemu powstał efekt 3D. Naszycie lewej strony na prawą umożliwiło jeszcze większe  spotęgowanie różnicy faktur.



Teraz przyszedł czas na pikowanie. Lewa strona pikowana była po niektórych szwach naszywanych pasków batiku a prawa w szwach łączących elementy.
Quilt ma wymiary: wys.120cm x szer. 80cm


Z pozostalych resztek pasków uszyłam ubranko na kolejny segregator w którym gromadzę różne materiały, szkice próbki dotyczące szytych przez mnie quiltów



Życzę Wam miłego weekendu :) 

piątek, 13 września 2019

Batik celup

Kolejne warsztaty batiku za nami. Tym razem barwienie odbywało się metodą zanurzeniową zwaną w Indonezji celup. Używałyśmy syntetycznego, oryginalnego, indonezyjskiego barwnika naphthol. Kilkukrotne barwienie w kolorach żółtym, pomarańczowym, czerwonym, niebieskim i czarnym pozwoliło wyczarować te prace :










sobota, 8 czerwca 2019

Indonezja 2019 cz.3

Po powrocie z wyspy Flores, spędzeniu noclegu w Denpasar na Bali, przepakowaniu uniwersalnej walizki wylądowaliśmy na Jawie w Jogyakarcie (piękne wejście do hali przylotów krajowego lotniska)


w samym sercu indonezyjskiego batiku. Pozbyliśmy się walizki i z miejsca ruszyliśmy do prywatnego Muzeum Batiku. Czynne było w godzinach moich warsztatów stąd taki pośpiech. Jest jednym z niewielu Muzeów Batiku w Indonezji i zgromadził olbrzymią ilość unikalnych batików z różnych regionów kraju. Część najstarszych i najcenniejszych zabezpieczonych jest celofanowymi "ubrankami" chroniącymi przed kurzem i światłem, a eksponowane są w przeszklonych, bogato rzeźbionych, drewnianych szafach. Część jest rozwieszona, część zrolowana i widoczne są tylko grzbiety batików pozwalające zaobserwować różnice wzornictwa i używanych kolorów, charakterystycznych dla poszczególnych regionów kraju.








 Są to zupełnie inne kolory i wzory niż te, do których przyzwyczaiły nas batiki produkowane dla Hoffmana. Są dużo spokojniejsze, mniej kolorowe i niezwykle pracochłonne. Jeden batik powstaje nawet w ciągu wielu miesięcy.



Jest oddzielna sala z wystawą różnych cantingów, wosków i stempli




sala gdzie zgromadzono stare maszyny do szycia, komplety nici i hafty


Po Muzeum skoczyliśmy na czarną, wulkaniczną plażę i narysowałam nam na piasku Wielkanocną pisankę, następnego dnia rano śniadanie, wizyta w pięknie zaaranżowanym sklepie, gdzie na parterze można było obserwować powstający na miejscu proces batiku i na warsztaty - pierwszy dzień.








Warsztaty odbywały się w firmie Batik Lukman, otoczenie było zupełnie inne niż na poprzednich warsztatach na Bali - skromniejsze. Poznałam na miejscu Pana Lukman i jego asystentkę Esti, która codziennie pomagała mi zgłębiać tajniki. Przemiła Indonezyjka dwoiła się i troiła, żebyśmy mogły się porozumieć. Ona nie znała angielskiego wcale, ja b.słabo, więc jeśli ktoś oglądałby nas z boku to wyglądałyśmy jak dwie nastolatki, które nie mogą rozstać się ze swoimi telefonami. Miałyśmy uruchomione  funkcje tłumacza. Ja zadawałam pytania po polsku, tłumacz mówił i pisał po indonezyjsku, ona odpowiadała,  po indonezyjsku ... Jeśli pytania były maksymalnie prosto zbudowane funkcja tłumacza działała znakomicie.
Małe krzesełka jak dla liliputków są bardzo niewygodne, siedzi się skulonym jak bryłka, upał leje się z nieba, wilgotność 80 - 90 % , warsztaty są na dworze - klimatyzacji czy wentylatora nie ma.


Ponieważ były to indywidualne warsztaty dla zaawansowanych,  miałam poznać trzy techniki barwienia, trzema różnymi barwnikami : Remazolem, Indigosolem i Naphtolem.
Początek zawsze jest ten sam. Specjalne płótno - mori cotton Primissima w specjalny sposób przygotowane, nanoszony dowolny wzór ołówkiem i pokrywanie linii woskiem. Ich wosk i nasz wosk pszczeli, to dwa zupełnie różne woski. Nasz wosk ma jeden składnik i jest w różnym stopniu zanieczyszczony , ich wosk, to wypadkowa 6 składników, które u nas są nieosiągalne. Wielka szkoda.
Pierwszego dnia mąż "zbudował" mi stanowisko pracy, żebym nie musiała siedzieć na podłodze (tak tutaj odbywają się warsztaty) , narysowałam sobie wymyślony wzór,


 trochę to trwało, bo upał zabierał wenę :) i zabrałam się za wosk i Remazol. Na tych warsztatach miałam zdecydowanie mniej kolorów barwników do dyspozycji. Po pierwszym rozczarowaniu, doszłam do wniosku, że nie tworzę dzieła swojego życia, tylko chcę poznać możliwości, więc kolory są sprawą drugorzędną, nie muszę być nimi zachwycona. Szklanka była w połowie pełna :)





takie coś sobie namalowałam, a dalszy ciąg pracy przy batiku będzie następnego dnia.


Czas było zwiedzić galerie batików. Zwiedziłam trzy, tematyka batików związana jest generalnie z trzema tematami: szeroko rozumiana przyroda, postacie z eposu indyjskiego Ramajana, który wywarł duży wpływa na literaturę i sztukę Indonezji oraz sceny z życia.















w przerwie moje ulubione pisang goreng czyli pieczone banany w cieście posypywane tartym serem lub czekoladą i kawa.


Drugi dzień warsztatów to utrwalanie Remazolu, zabezpieczanie wzoru, przed użyciem drugiego barwnika Indigosolu. Tym barwnikiem "kolorowałam" tło. Nie miałam rękawiczek więc robiła to Esti. Używanie tego barwnika jest dość ryzykowne bo pracuje się z kwasem solnym a powstające efekty, to tak trochę jak czary mary.  Przede wszystkim potrzebne jest słońce, tego dnia chowało się co chwilę za chmury, więc przenosiłam szmatkę co rusz w nowe miejsce, w trakcie pojawiał się kolor. Ponieważ w Polsce słońce dostępne jest w ograniczonej dawce, bardziej zależało mi na efektach Naphtolu.  Indigosolu nie przywoziłam. Tak zmieniało się tło.




No i na końcu chciałam crakle, tutaj używają do tego Naphtolu.
Efekt końcowy to zestaw kolorów nie z mojej bajki , ale wszystko działało, było kolorowo :)



 na zdjęciach przed, po zdjęciu wosku jeszcze mokre i gotowe.


Naphtol daje bardzo intensywne kolory, malutka próbka zrobiona w międzyczasie


Ponieważ zamierzałam kupić Remazole i Napthol, tjantingi i stempel - cap, zapytałam Esti czy by ze mną nie pojechała samochodem. Ona zaproponowałam mi jazdę motocyklem, będzie szybciej i łatwiej zaparkować. Wsiadłyśmy więc na motocykl i pojechałyśmy do sklepu na zakupy a tam poprosiła o pamiątkowe selfie :) na tle batików.


Pozostały jeszcze dwa dni na Jawie, mieszkaliśmy w otoczeniu bujnej roślinności, na zdjęciu widać rąbek naszego domku i wracaliśmy na dziesięć dni na Bali.